Kilka dni temu rozpoczął się cudowny czas, przez wielu niedoceniany, czas oczekiwania i przygotowywania się na Święto. Już za niespełna 4 tygodnie będziemy cieszyć się i radować. Poczujemy magię, o której więcej przeczytacie na blogu Siekiera do pnia przyłożona. Ja chcę pisać o przygotowaniach.
Dla mnie cały grudzień to już właściwie Święta. Bo przecież nie chodzi tylko o te 2 dni obżarstwa, siedzenia z rodziną przy stole i nicnierobienia. Święta to jest proces. I tylko czynny udział w adwentowych przygotowaniach daje mi radość z tych kilku oficjalnych dni świętowania i pozwala poczuć Magię.
Początek grudnia to pierwsze kulinarne wyzwania. Zaczynamy od pieczenia piernika, który musi swoje "odleżeć", zawinięty w ściereczkę, aby nabrał mocy. Udało mi się ustalić przepis idealny i w zeszłym roku piernik był wspaniały (przepisem podzielę się na końcu). Jako, że wedle tradycji ciasto zaczynia się po Barburce, weekend przyjdzie czas na tegoroczną próbę. W XVIII wieku było to ciasto symbolizujące zamożność i wysoki status społeczny, ze względu na używane przyprawy korzenne. Dla mnie wciąż pozostaje wypiekiem na tę specjalną okazję, dzięki temu co roku tak cieszy.
Drugą potrawą, którą można przygotować już teraz jest bigos. Dla mnie nie ma Świąt bez bigosu. Takiego bogatego, z różnymi mięsami, grzybami i bakaliami, z dużą ilością czerwonego wina, gotowanego przynajmniej 3 dni. Już po weekendzie bigos zacznie się gotować. I dzięki temperaturze za oknem nie zajmie połowy zamrażarki - po prostu wystawię go na balkon. I będę mieć nadzieję na mróz do samych Świąt.
Pierwsze adwentowe dni to również pierwsze świąteczne dekoracje. Można już wywiesić wieniec nad wejściem do domu. Wręcz należy zapalić świece. My wieszamy na balkonie girlandę z lampkami, które świecą się aż do nowego roku.
W tym roku postanowiliśmy także przywrócić tradycję wysyłania życzeń w zapomniany już przez wielu sposób - pocztą. W tym szaleńczym pędzie świata, nawet tak intymne sprawy jak przesyłanie świątecznych czy urodzinowych pozdrowień, zostało sprowadzone do poziomu maila czy sms'a z wierszykiem. A w najlepszym razie telefonu wykonanego w Wigilię między karpiem, a makowcem.
Nie zgadzam się na to. Czyż nie jest przyjemniej otworzyć skrzynkę pocztową i znaleźć tam kartki od rodziny i przyjaciół? Czyż odręczne pismo i czas jaki ktoś poświęcił na wypisanie życzeń nie znaczą więcej, niż wiadomość złożona ze 160 znaków i wysłana hurtem do wszystkich "kontaktów" w telefonie? Można później te kartki postawić pod choinką i czuć obecność bliskich przy każdym spojrzeniu.
O przygotowaniach pierwszego tygodnia Adwentu to tyle. Teraz zapraszam na ciasto.
PIERNIK ZIMOWY
Składniki:
0,5kg miodu (najlepiej płynnego)
2 szklanki cukru
kostka masła
1kg mąki
3 jajka
1/3 szklanki mleka
2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
pół łyżeczki soli
po 2 łyżki: siekanych orzechów włoskich, skórki pomarańczowej, migdałów i rodzynek
2 torebki przyprawy korzennej
Przygotowanie:
- cukier lekko skarmelizować na patelni
- w garnku na małym ogniu podgrzewać masło, miód i cukier
- do przestudzonej masy dodawać stopniowo mąkę, jajka, sól i rozpuszczoną w mleku sodę
- dodać przyprawę korzenną i dobrze wymieszać
- dołożyć bakalie i lekko przemieszać
- pozostawić w chłodnym miejscu na kilka godzin, aby ciasto dojrzało
- przełożyć do blaszki (lub 2 korytek) i piec godzinę w temperaturze 180 st.C
- po przestudzeniu zawinąć w lnianą ściereczkę, schować do woreczka i odłożyć w suche miejsce na min. 2 tygodnie
- przed podaniem przełożyć powidłami śliwkowymi i oblać gorzką czekoladą
Jak zawsze życzę SMACZNEGO!
O radości z posiadania rodziny i przyjaciół, przyjemności jaką sprawia spędzanie czasu w kuchni i absurdach życia w XXI wieku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 grudnia 2010
piątek, 3 września 2010
Niezapomniane smaki z dzieciństwa
Zacznę od dość stanowczego stwierdzenia. Baraninę albo się kocha, albo nienawidzi! Ja należę zdecydowanie do tych kochających mięso z owieczek zarówno dużych jak i małych. Wpływ na tę miłość z pewnością ma pewne wspomnienie z dzieciństwa.
Do dwunastego roku życia mieszkałam na wsi. W domu z ogromnym podwórkiem, sadem, ogródkiem warzywnym (trochę dziwnie to brzmi w odniesieniu do obszaru całego tunelu ogrodniczego), poletkiem truskawek, ziemniaków, itd., itp. Do tej pory jest to dla mnie najcudowniejsze miejsce na ziemi i dążę do tego, aby w podobnym środowisku mogły wychowywać się moje dzieci. I właśnie z tamtego okresu mojego życia pochodzi większość umiłowań kulinarnych.
Wracając do baraniny. Miałam co najwyżej 6 lat, kiedy to mój tato, pewnego dnia, przywiózł do domu pół barana. Było to dla mnie dość duże wydarzenie. Niektórym może się wydać mało ekscytujące, zaznaczę więc, że:
a) był to rok maksymalnie 1988 i wciąż obowiązywały kartki na mięso;
b) byłam małą dziewczynką i na co dzień nie widywałam martwych zwierząt w całości (w tym przypadku w połowie).
Nie pamiętam ile trwało i jak przebiegało przygotowywanie mięsa. Za to w mojej pamięci do końca życia pozostanie smak baranich szaszłyków, wysmażonych na ognisku, które rozpalane było w specjalnie do tego celu wyznaczonym miejscu, przy domowym tarasie (teraz zapewne takie miejsca zastąpiły ogrodowe kominki). Smakowały najcudowniej, były mięciutkie i soczyste...palce lizać!
Od tamtego czasu jeśli tylko mam taką możliwość. baranie specjały spożywam. Nadszedł też niedawno ten dzień, w którym odważyłam się przygotować to cudowne mięso samodzielnie w domu. Efekt był więcej niż zadowalający. Pozwolę podzielić się przepisem, a raczej sposobem na przygotowanie cudownego dania, jakim jest BARANIA KULKA DUSZONA Z KURKAMI.
Składniki (dla dwójki głodomorów):
- około kilograma kulki baraniej z kością
- 30-50 dag świeżych kurek (tych z lasu :)
- mniej więcej 2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
- trochę tłuszczu do smażenia (masło, smalec, oliwa - co kto woli)
- 2 duże cebule
- przyprawy: sól, pieprz, 2 liście laurowe, kilkanaście ziarenek kolendry, 3-4 kulki ziela angielskiego
Czas przygotowania: 2-3 dni
Przydatne sprzęty kuchenne: patelnia, głęboki garnek, blender
Przygotowanie:
1. Mięso umyć, jeśli jest wyciąć żółty tłuszcz (im starszy baran tym więcej i bardziej żółty), natrzeć solą i oprószyć świeżo zmielonym pieprzem. Po włożeniu do miski nakryć folią spożywczą i przetrzymać w lodówce przynajmniej 24h.
2. Po dobie mięsko obsmażyć z każdej strony na rozgrzanym tłuszczu (żeby się ścięło z zewnątrz). Na tłuszczu z obsmażania zeszklić pokrojoną w piórka cebulkę.
3. Wrzucić mięso, cebulę z tłuszczem i przyprawy do garnka, zalać wrzątkiem i dusić na małym ogniu, pod przykryciem, do miękkości. U mnie trwało to kilka godzin. Jeśli odparuje za dużo płynu podlewać gorącą wodą.
4. Jak już będzie miękkie zostawić do przestudzenia. Ja odstawiłam wystudzone na noc do lodówki żeby się przegryzło. Z mięsa usunąć kość i podzielić na porcje.
5. Z płynu w którym dusiło się mięso wyjąć liście laurowe i ziele angielskie. Resztę zmiksować. Dołożyć kawałki mięsa i umyte kurki. Doprowadzić do wrzenia, dusić na małym ogniu jeszcze ok. 15-20 min. (do miękkości grzybów).
6. Sos zagęścić śmietaną, jeśli będzie rzadki można użyć nieco mąki. Doprawić do smaku solą i pieprzem (kurki lubią pieprz). I to wszystko
My zjedliśmy z ziemniakami purée doprawionymi gałką muszkatołową.
Powodzenia i smacznego życzę
Do dwunastego roku życia mieszkałam na wsi. W domu z ogromnym podwórkiem, sadem, ogródkiem warzywnym (trochę dziwnie to brzmi w odniesieniu do obszaru całego tunelu ogrodniczego), poletkiem truskawek, ziemniaków, itd., itp. Do tej pory jest to dla mnie najcudowniejsze miejsce na ziemi i dążę do tego, aby w podobnym środowisku mogły wychowywać się moje dzieci. I właśnie z tamtego okresu mojego życia pochodzi większość umiłowań kulinarnych.
Wracając do baraniny. Miałam co najwyżej 6 lat, kiedy to mój tato, pewnego dnia, przywiózł do domu pół barana. Było to dla mnie dość duże wydarzenie. Niektórym może się wydać mało ekscytujące, zaznaczę więc, że:
a) był to rok maksymalnie 1988 i wciąż obowiązywały kartki na mięso;
b) byłam małą dziewczynką i na co dzień nie widywałam martwych zwierząt w całości (w tym przypadku w połowie).
Nie pamiętam ile trwało i jak przebiegało przygotowywanie mięsa. Za to w mojej pamięci do końca życia pozostanie smak baranich szaszłyków, wysmażonych na ognisku, które rozpalane było w specjalnie do tego celu wyznaczonym miejscu, przy domowym tarasie (teraz zapewne takie miejsca zastąpiły ogrodowe kominki). Smakowały najcudowniej, były mięciutkie i soczyste...palce lizać!
Od tamtego czasu jeśli tylko mam taką możliwość. baranie specjały spożywam. Nadszedł też niedawno ten dzień, w którym odważyłam się przygotować to cudowne mięso samodzielnie w domu. Efekt był więcej niż zadowalający. Pozwolę podzielić się przepisem, a raczej sposobem na przygotowanie cudownego dania, jakim jest BARANIA KULKA DUSZONA Z KURKAMI.
Składniki (dla dwójki głodomorów):
- około kilograma kulki baraniej z kością
- 30-50 dag świeżych kurek (tych z lasu :)
- mniej więcej 2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
- trochę tłuszczu do smażenia (masło, smalec, oliwa - co kto woli)
- 2 duże cebule
- przyprawy: sól, pieprz, 2 liście laurowe, kilkanaście ziarenek kolendry, 3-4 kulki ziela angielskiego
Czas przygotowania: 2-3 dni
Przydatne sprzęty kuchenne: patelnia, głęboki garnek, blender
Przygotowanie:
1. Mięso umyć, jeśli jest wyciąć żółty tłuszcz (im starszy baran tym więcej i bardziej żółty), natrzeć solą i oprószyć świeżo zmielonym pieprzem. Po włożeniu do miski nakryć folią spożywczą i przetrzymać w lodówce przynajmniej 24h.
2. Po dobie mięsko obsmażyć z każdej strony na rozgrzanym tłuszczu (żeby się ścięło z zewnątrz). Na tłuszczu z obsmażania zeszklić pokrojoną w piórka cebulkę.
3. Wrzucić mięso, cebulę z tłuszczem i przyprawy do garnka, zalać wrzątkiem i dusić na małym ogniu, pod przykryciem, do miękkości. U mnie trwało to kilka godzin. Jeśli odparuje za dużo płynu podlewać gorącą wodą.
4. Jak już będzie miękkie zostawić do przestudzenia. Ja odstawiłam wystudzone na noc do lodówki żeby się przegryzło. Z mięsa usunąć kość i podzielić na porcje.
5. Z płynu w którym dusiło się mięso wyjąć liście laurowe i ziele angielskie. Resztę zmiksować. Dołożyć kawałki mięsa i umyte kurki. Doprowadzić do wrzenia, dusić na małym ogniu jeszcze ok. 15-20 min. (do miękkości grzybów).
6. Sos zagęścić śmietaną, jeśli będzie rzadki można użyć nieco mąki. Doprawić do smaku solą i pieprzem (kurki lubią pieprz). I to wszystko
My zjedliśmy z ziemniakami purée doprawionymi gałką muszkatołową.
Powodzenia i smacznego życzę
poniedziałek, 31 maja 2010
Domowe fast foody - part 1
Chyba większość z nas raz na jakiś czas ma ochotę zjeść coś niezdrowego, tłustego, słonego,... jednym słowem pysznego :)Najkrócej mówiąc, jakieś śmieciowe jedzonko niewiadomego pochodzenia. Pizza, hamburger, frytki, kebab...a do tego duuuużo coca coli. Po pewnym czasie walki z pokusą kończymy najczęściej w kolejce w KFC czy McDonald's lub zamawiamy coś z pobliskiej pizzerii. Jest jednak sposób, aby połączyć dwa z pozoru przeciwstawne pojęcia: fast food i zdrowe żywienie.
Dieta karmiącej matki, która w naszym domu obowiązywała przez pierwsze 3 miesiące po urodzeniu Michasia, była wyzwaniem dla dwójki lubiących jeść osób. Tak, tak mój mąż wraz ze mną jadł tylko TE dozwolone produkty, dzięki czemu było zdecydowanie łatwiej. Warto też wspomnieć, że synuś akceptował wszelkie kulinarne modyfikacje i nie byliśmy skazani tylko na marchewkę i indyka. W odstawkę poszła jednak wieprzowina, czosnek, cebula, wszelkie kapustne i octowe, ehhhh. Jednak dla chcącego nic trudnego. Nowe kulinarne wyzwania były silnie motywujące.
Zdarzały się też chwile nieodpartej pokusy, aby zjeść coś "budkowego". Znaleźliśmy zatem sposób na dietetyczne hamburgery, pizze i frytki. Dzisiaj podzielę się sposobem na domowe hamburgery z frytkami.
Składniki
Do wersji bardzo dietetycznej:
- filet z indyka, ok. 0,5kg
- jajko
- oliwa z oliwek
- duże bułki z sezamem
- kilka plasterków żółtego sera
- pomidor (jeśli są akurat te dobre, zimą lepiej zrezygnować) lub świeży ogórek
- sałata lodowa
- koncentrat pomidorowy
- ziemniaki
- suszony majeranek
- słodka papryka
Dodatkowo do wersji standard:
- kilka oliwek lub kiszony ogórek
- cebula
- ogórek kiszony/konserwowy
- majonez
- olej do smażenia frytek
Przydadzą się również:
- maszynka do mielenia
- frytkownica/głęboki garnek z koszyczkiem
A robimy to tak:
Zaczynamy od obrania ziemniaków i pokrojenia w słupki (potocznie nazywane frytkami). W wersji dietetycznej rozgrzewamy piekarnik i na papierze do pieczenia wrzucamy pokrojone ziemniaki do 200 st.C na ok. 20 min. Jeśli diety nie potrzebujemy rozgrzewamy frytkownicę lub podgrzewamy olej w dużym garnku. Po upieczeniu/usmażeniu frytki solimy wg uznania.
Mięso mielimy (w przypadku braku maszynki prosimy o zmielenie w sklepie), jeśli robimy wersję standard mielimy również cebulę i oliwki (można je zastąpić ogórkiem kiszonym pokrojonym w drobną kostkę). Mięso mieszamy z jajkiem, dodajemy majeranek i paprykę. Mokrymi rękami formujemy kotlety o średnicy bułek, ok. 2cm grube. Wrzucamy na rozgrzaną na patelni oliwę. Smażymy ok. 10 min obracając co 2 min.
W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik (jeśli robimy w nim frytki będzie w sam raz). Sałatę rwiemy na kawałki, pomidora/ogórka kroimy w plastry. Bułki przekrajamy na pół i wrzucamy na 2 min. do gorącego piekarnika. Po wyjęciu układamy na spodach sałatę, na nią usmażone kotlety, po plasterku sera, przecier pomidorowy i/lub majonez, plasterek pomidora i/lub ogórka, przykrywamy górną częścią bułki.
I to wszystko. W sumie potrzeba od 20 do 30 min aby zobaczyć na talerzu taki efekt:

Smacznego życzę!
W części drugiej przedstawię nasz sposób na pizzę.
Dieta karmiącej matki, która w naszym domu obowiązywała przez pierwsze 3 miesiące po urodzeniu Michasia, była wyzwaniem dla dwójki lubiących jeść osób. Tak, tak mój mąż wraz ze mną jadł tylko TE dozwolone produkty, dzięki czemu było zdecydowanie łatwiej. Warto też wspomnieć, że synuś akceptował wszelkie kulinarne modyfikacje i nie byliśmy skazani tylko na marchewkę i indyka. W odstawkę poszła jednak wieprzowina, czosnek, cebula, wszelkie kapustne i octowe, ehhhh. Jednak dla chcącego nic trudnego. Nowe kulinarne wyzwania były silnie motywujące.
Zdarzały się też chwile nieodpartej pokusy, aby zjeść coś "budkowego". Znaleźliśmy zatem sposób na dietetyczne hamburgery, pizze i frytki. Dzisiaj podzielę się sposobem na domowe hamburgery z frytkami.
Składniki
Do wersji bardzo dietetycznej:
- filet z indyka, ok. 0,5kg
- jajko
- oliwa z oliwek
- duże bułki z sezamem
- kilka plasterków żółtego sera
- pomidor (jeśli są akurat te dobre, zimą lepiej zrezygnować) lub świeży ogórek
- sałata lodowa
- koncentrat pomidorowy
- ziemniaki
- suszony majeranek
- słodka papryka
Dodatkowo do wersji standard:
- kilka oliwek lub kiszony ogórek
- cebula
- ogórek kiszony/konserwowy
- majonez
- olej do smażenia frytek
Przydadzą się również:
- maszynka do mielenia
- frytkownica/głęboki garnek z koszyczkiem
A robimy to tak:
Zaczynamy od obrania ziemniaków i pokrojenia w słupki (potocznie nazywane frytkami). W wersji dietetycznej rozgrzewamy piekarnik i na papierze do pieczenia wrzucamy pokrojone ziemniaki do 200 st.C na ok. 20 min. Jeśli diety nie potrzebujemy rozgrzewamy frytkownicę lub podgrzewamy olej w dużym garnku. Po upieczeniu/usmażeniu frytki solimy wg uznania.
Mięso mielimy (w przypadku braku maszynki prosimy o zmielenie w sklepie), jeśli robimy wersję standard mielimy również cebulę i oliwki (można je zastąpić ogórkiem kiszonym pokrojonym w drobną kostkę). Mięso mieszamy z jajkiem, dodajemy majeranek i paprykę. Mokrymi rękami formujemy kotlety o średnicy bułek, ok. 2cm grube. Wrzucamy na rozgrzaną na patelni oliwę. Smażymy ok. 10 min obracając co 2 min.
W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik (jeśli robimy w nim frytki będzie w sam raz). Sałatę rwiemy na kawałki, pomidora/ogórka kroimy w plastry. Bułki przekrajamy na pół i wrzucamy na 2 min. do gorącego piekarnika. Po wyjęciu układamy na spodach sałatę, na nią usmażone kotlety, po plasterku sera, przecier pomidorowy i/lub majonez, plasterek pomidora i/lub ogórka, przykrywamy górną częścią bułki.
I to wszystko. W sumie potrzeba od 20 do 30 min aby zobaczyć na talerzu taki efekt:

Smacznego życzę!
W części drugiej przedstawię nasz sposób na pizzę.
poniedziałek, 17 maja 2010
Szpinakożercy wszystkich krajów łączcie się
Od tej wiosny mamy działkę, tzn. ogródek działkowy, w odległości 15 min. spacerem od domu. "Mamy" to stwierdzenie troszkę na wyrost, gdyż fizycznie mamy 2 grządki, a resztę dopiero przejmiemy od znajomych dziadków, dopiero jesienią. Ale trawnik używamy i grilla zrobić można, więc piszę mamy.
Ważne są jednak te 2 grządki, a przede wszystkim jedna z nich. Jeszcze w kwietniu posiałam na niej (całej!) szpinak, który teraz już radośnie macha do nas dwoma zielonymi listkami. Każdy kto chociaż trochę orientuje się, ile warzyw można samemu uprawiać we własnym ogródku przyzna, że rozplanowanie miejsca (50% szpinak, 50% RESZTA) nie do końca trafne. Jednak zwyciężyła miłość do szpinaku.
Moja mama powiedziała "a kto to wszystko zje!". I faktycznie dla nie wkręconych w szpinak tak jak my, byłaby to ilość nie do przejedzenia przez cały rok. Szpinakomaniakami zostaliśmy mniej więcej rok temu i od tego czasu ta "trawa", jak jest nazywana przez tych niewkręconych, gości na naszym stole przynajmniej raz w tygodniu. A poniżej podaję kilka sposobów żeby z trawy zrobić wykwintne danie. Może Ci nieprzekonani dołączą do naszej bajki.
MAKARON ZE SZPINAKIEM
WERSJA 1 - SZYBKO I OSZCZĘDNIE
Składniki:
- opakowanie (ok. 0,5kg) mrożonego szpinaku (w liściach, zamrożony w kulki) lub duża wiązka świeżego (jeśli robimy danie wiosno-latem)
- jedna kostka serka topionego (taki za 90 gr, jak pamiętamy z dawnych czasów)
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki (duuuuże) gęstej śmietany 18%
- pół opakowania makaronu - preferowane świderki albo cięte rurki
- sól, pieprz
- łyżka masła
Przygotowanie:
Szpinakowe kulki wrzucamy do garnka i zalewamy wrzątkiem, dosypujemy łyżkę soli. Gotujemy ok. 5 min, wylewamy na sito i dokładnie odsączamy. Jeśli szpinak jest świeży zalewamy wrzątkiem liście i gotujemy 2 min dłużej - reszta tak samo. W międzyczasie gotujemy makaron al dente i wyrzucamy na durszlak.
Szpinak wrzucamy na suchą, rozgrzaną patelnie i odparowujemy wodę. Dodajemy wyciśnięty czosnek i masło, na małym ogniu przesmażamy ok. 2 minut. Dokładamy serek topiony i mieszamy póki się nie rozpuści (można go trochę pomaltretować - rozdrobnić i porozgniatać). Dodajemy śmietanę, doprawiamy solą i pieprzem.
Do gotowego sosu wrzucamy makaron i mieszamy. I szybko na talerze i do brzucha - jak wystygnie nie smakuje tak wspaniale.
WERSJA 2 - WYPASIONA
Do składników podstawowych, czyli:
- opakowanie (ok. 0,5kg) mrożonego szpinaku (w liściach, zamrożony w kulki) lub duża wiązka świeżego (jeśli robimy danie wiosno-latem)
- jedna kostka serka topionego (taki za 90 gr, jak pamiętamy z dawnych czasów)
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki (duuuuże) gęstej śmietany 18%
- pół opakowania makaronu - preferowane świderki albo cięte rurki
- sól, pieprz
- łyżka masła
dodajemy jeszcze:
- kulkę mozzarelli lub 10 dkg sera pleśniowego - może być najtańszy, ja używam Lazura (w zależności od upodobań - z mozarellą jest bardziej serowo, z pleśniowym wytrawnie i wyraźnie)
- garść startego żółtego sera - najlepszy jest parmezan, ale zadaniu sprosta również dobra gouda
- koperek do smaku - suszony albo świeży w zależności od pory roku
Przygotowania zaczynamy tak samo jak w wersji 1. Mozarellę lub pleśniowy dodajemy po rozpuszczeniu serka topionego. Na koniec dodajemy koperek (jeśli "żywy" to posiekany drobniutko), a na talerzach posypujemy żółtym serem.
DODATKOWE PROPOZYCJE
Sosy powstałe z powyższych przepisów można również wykorzystać do przygotowania lazanii (może w przypływie kolejnego natchnienia zamieszczę cały przepis) lub pasztecików z ciasta francuskiego. Do tych drugich sos musi być nieco gęstszy. A ciasto francuskie polecam kupić gotowe, w Lidlu rulonik kosztuje ok. 3zł i sprawdza się idealnie.
I JESZCZE GARŚĆ PORAD
1. Szpinak lubi się bardzo z czosnkiem. Zatem Ci co czosnek lubią również, spokojnie mogą dorzucić do powyższych propozycji jeszcze ze 2 ząbki. Natomiast dla tych, którzy są wampirami proponuję zastąpienie świeżego czosnku granulowanym - efekt stłumiony, a wydobywa smak ze szpinaku.
2. Szpinak musi być posolony. Jeśli coś Wam nie będzie pasowało ze smakiem, będziecie czuli że to jeszcze nie to, zacznijcie doprawianie od dosolenia.
3. Podane w przepisach ilości tworzą potrawę dla 2 bardzo łakomych szpinakomaniaków. Spokojnie starczy dla 3 osób :)
4. Z wypróbowanych już różnych szpinaków mrożonych najlepszy jest w Tesco, liście szpinaku mrożone w kulkach, opakowania 450g marki Tesco, cena ok. 3,5zł

ŻYCZĘ WSZYSTKIM POWODZENIA I SMACZNEGO
Ważne są jednak te 2 grządki, a przede wszystkim jedna z nich. Jeszcze w kwietniu posiałam na niej (całej!) szpinak, który teraz już radośnie macha do nas dwoma zielonymi listkami. Każdy kto chociaż trochę orientuje się, ile warzyw można samemu uprawiać we własnym ogródku przyzna, że rozplanowanie miejsca (50% szpinak, 50% RESZTA) nie do końca trafne. Jednak zwyciężyła miłość do szpinaku.
Moja mama powiedziała "a kto to wszystko zje!". I faktycznie dla nie wkręconych w szpinak tak jak my, byłaby to ilość nie do przejedzenia przez cały rok. Szpinakomaniakami zostaliśmy mniej więcej rok temu i od tego czasu ta "trawa", jak jest nazywana przez tych niewkręconych, gości na naszym stole przynajmniej raz w tygodniu. A poniżej podaję kilka sposobów żeby z trawy zrobić wykwintne danie. Może Ci nieprzekonani dołączą do naszej bajki.
MAKARON ZE SZPINAKIEM
WERSJA 1 - SZYBKO I OSZCZĘDNIE
Składniki:
- opakowanie (ok. 0,5kg) mrożonego szpinaku (w liściach, zamrożony w kulki) lub duża wiązka świeżego (jeśli robimy danie wiosno-latem)
- jedna kostka serka topionego (taki za 90 gr, jak pamiętamy z dawnych czasów)
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki (duuuuże) gęstej śmietany 18%
- pół opakowania makaronu - preferowane świderki albo cięte rurki
- sól, pieprz
- łyżka masła
Przygotowanie:
Szpinakowe kulki wrzucamy do garnka i zalewamy wrzątkiem, dosypujemy łyżkę soli. Gotujemy ok. 5 min, wylewamy na sito i dokładnie odsączamy. Jeśli szpinak jest świeży zalewamy wrzątkiem liście i gotujemy 2 min dłużej - reszta tak samo. W międzyczasie gotujemy makaron al dente i wyrzucamy na durszlak.
Szpinak wrzucamy na suchą, rozgrzaną patelnie i odparowujemy wodę. Dodajemy wyciśnięty czosnek i masło, na małym ogniu przesmażamy ok. 2 minut. Dokładamy serek topiony i mieszamy póki się nie rozpuści (można go trochę pomaltretować - rozdrobnić i porozgniatać). Dodajemy śmietanę, doprawiamy solą i pieprzem.
Do gotowego sosu wrzucamy makaron i mieszamy. I szybko na talerze i do brzucha - jak wystygnie nie smakuje tak wspaniale.
WERSJA 2 - WYPASIONA
Do składników podstawowych, czyli:
- opakowanie (ok. 0,5kg) mrożonego szpinaku (w liściach, zamrożony w kulki) lub duża wiązka świeżego (jeśli robimy danie wiosno-latem)
- jedna kostka serka topionego (taki za 90 gr, jak pamiętamy z dawnych czasów)
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki (duuuuże) gęstej śmietany 18%
- pół opakowania makaronu - preferowane świderki albo cięte rurki
- sól, pieprz
- łyżka masła
dodajemy jeszcze:
- kulkę mozzarelli lub 10 dkg sera pleśniowego - może być najtańszy, ja używam Lazura (w zależności od upodobań - z mozarellą jest bardziej serowo, z pleśniowym wytrawnie i wyraźnie)
- garść startego żółtego sera - najlepszy jest parmezan, ale zadaniu sprosta również dobra gouda
- koperek do smaku - suszony albo świeży w zależności od pory roku
Przygotowania zaczynamy tak samo jak w wersji 1. Mozarellę lub pleśniowy dodajemy po rozpuszczeniu serka topionego. Na koniec dodajemy koperek (jeśli "żywy" to posiekany drobniutko), a na talerzach posypujemy żółtym serem.
DODATKOWE PROPOZYCJE
Sosy powstałe z powyższych przepisów można również wykorzystać do przygotowania lazanii (może w przypływie kolejnego natchnienia zamieszczę cały przepis) lub pasztecików z ciasta francuskiego. Do tych drugich sos musi być nieco gęstszy. A ciasto francuskie polecam kupić gotowe, w Lidlu rulonik kosztuje ok. 3zł i sprawdza się idealnie.
I JESZCZE GARŚĆ PORAD
1. Szpinak lubi się bardzo z czosnkiem. Zatem Ci co czosnek lubią również, spokojnie mogą dorzucić do powyższych propozycji jeszcze ze 2 ząbki. Natomiast dla tych, którzy są wampirami proponuję zastąpienie świeżego czosnku granulowanym - efekt stłumiony, a wydobywa smak ze szpinaku.
2. Szpinak musi być posolony. Jeśli coś Wam nie będzie pasowało ze smakiem, będziecie czuli że to jeszcze nie to, zacznijcie doprawianie od dosolenia.
3. Podane w przepisach ilości tworzą potrawę dla 2 bardzo łakomych szpinakomaniaków. Spokojnie starczy dla 3 osób :)
4. Z wypróbowanych już różnych szpinaków mrożonych najlepszy jest w Tesco, liście szpinaku mrożone w kulkach, opakowania 450g marki Tesco, cena ok. 3,5zł

ŻYCZĘ WSZYSTKIM POWODZENIA I SMACZNEGO
Subskrybuj:
Posty (Atom)